Uczestnicy
Imię i nazwisko: Krzysztof Koźmiński
Tytuł wystąpienia: O języku prawa, czyli prawodawca bełkocze
Streszczenie: “Prawo jest kiepskie, bo niezrozumiałe” – taki pogląd jest bliski większej części polskiego społeczeństwa. Sami prawnicy przyznają, że jakość przepisów pozostawia wiele do życzenia (spośród pytanych sędziów aż 88,1% uważa, że prawo jest niezrozumiałe; wśród absolwentów wydziałów prawa taki pogląd podziela ponad 96%), a najsłabszą ich stroną jest język, którym komunikuje się (albo może stosowniej byłoby powiedzieć: próbuje komunikować się i to na ogół z marnym skutkiem) władza publiczna stanowiąca normy prawne z obywatelami zobowiązanymi do ich przestrzegania.
Język prawny (na potrzeby niniejszego referatu definiowanego jako język, w którym formułowane są teksty aktów normatywnych) powinien być jak najbardziej przystępny (tj. łatwy do zrozumienia) dla osób, które nie posiadają prawniczego wykształcenia albo doświadczenia w dokonywaniu jego wykładni (interpretacji). Faktem jest, że proces właściwego zrozumienia przepisów prawa wymaga często wyjścia poza literalne jego odczytanie, odwołanie się do tzw. wykładni systemowej, celowościowej, uwzględnienie dorobku orzeczniczego i doktrynalnego, wartości realizowanych przez system prawa i celu regulacji (co łatwiej przychodzi nauczonym tego prawnikom jako profesjonalnym interpretatorom).
Nie zwalnia to jednak prawodawcy od obowiązku tworzenia dobrego prawa, którego podstawową cechą jest wysoka jakoś techniki legislacyjnej (w tym najważniejsze – poprawne i klarowne formułowanie przepisów w języku prawnym). Obywatel nie może być zdany wyłącznie na jurystę, który – w konkretnej sytuacji i, na ogół, za opłatą udzieli porady prawnej. Czytając akt normatywny – niezależnie od tego, czy jest drobnym przedsiębiorcą, robotnikiem, czy pracownikiem umysłowym – powinien zrozumieć treść aktu normatywnego przynajmniej w takim zakresie, w jakim wyznacza mu się prawa i nakłada obowiązki.
Współcześnie, większość państw europejskich uznaje za standard tzw. prawo do przyzwoitej legislacji, które jest jednocześnie elementem prawa do dobrego rządzenia (tj. do bycia dobrze rządzonym) – znanego powszechnie jako: good governance.
Tyle teoria. Dlaczego w rzeczywistości okazuje się, że sami prawnicy mają problem ze zrozumieniem ustawy, a legislatorzy narzekają na efekty swojej pracy? Przyczyn jest przynajmniej kilka, przyjrzeć trzeba się dwóm podstawowym.
Po pierwsze: nieudolność i zwyczajna ludzka niezdarność. Legislator popełnia błędy i nawet najlepiej skonstruowana procedura prawodawcza nie jest w stanie wyeliminować wszystkich wad. Z drugiej strony, o niezrozumiałości tekstu przesądzają cechy tekstu prawnego. W literaturze podkreśla się, że na etapie tworzenia regulacji, precyzyjność tekstu rywalizuje z jego komunikatywnością. Język prawny jest odmianą języka naturalnego. Korzystając z etnicznego języka powszechnego, możliwe jest skonstruowanie przepisu o dużej prostocie i dużym stopniu komunikatywności. Tekst taki nie jest jednocześnie wystarczająco precyzyjny – tak skonstruowane ustawy nie dostarczałyby odpowiedzi do rozstrzygnięcia wielu sytuacji faktycznych. Należy eliminować wątpliwości i zawężać sferę dowolności interpretacyjnej przez wprowadzanie do tekstu odpowiednich wyrazów i wyrażeń specjalistycznych, nieznanych językowi powszechnemu (np. konwalidacja, komisant, cesjonariusz) albo znanych językowi powszechnemu, ale używanych w nieco innym znaczeniu (np. pożytki, rękojmia) oraz przez skonstruowanie tzw. definicji legalnych dla ścisłego oznaczenia pewnych zjawisk i instytucji. Dopiero wó wczas tekst (choć nie jest już tak komunikatywny) może służyć budowaniu norm prawnych w drodze wykładni, co w efekcie pozwoli rozstrzygać konkretne przypadki faktyczne. Legislator, konstruując tekst aktu prawnego, musi uwzględnić obie wartości - precyzję i komunikatywność tekstu.
Zainteresowania: współczesna myśl polityczna, filozofia prawa, historia ustroju, teoria państwa, prawo konstytucyjne
Uczelnia: Uniwersytet Warszawski, Wydział Prawa
Status: student

web stats 
stat24